O autorze
Absolwent MBA, ukończył informatykę na Politechnice Warszawskiej. Karierę zawodową rozpoczynał w giełdowej spółce informatycznej Wola Info od programisty do dyrektora departamentu. Od 2009 roku jest założycielem i prezesem MEW S.A. Buduje Grupę Energetyczną opartą o dochody uzyskiwane ze sprzedaży energii wytwarzanej w Małych Elektrowniach Wodnych. Firma specjalizuje się w pozyskiwaniu energii z OZE, tzw. odnawialnych źródeł energii oraz budowie małych elektrowni wodnych o mocy zainstalowanej poniżej 5 MW. Od 18 marca 2010 r. jest spółką notowaną na rynku NewConnect.
Twórca portalu insajder.pl.

Opłacalność elektrowni wodnych

Wielu czytelników wyraźnie zainteresowanych tematyką MEW (małych elektrowni wodnych) zwraca się do mnie z pytaniem, jak mogą zainwestować w elektrownie wodne i czy posiadając niewielką gotówkę w ogóle można wejść w tę branżę. Ponieważ ostatnie prace nad ustawą o odnawialnych źródłach energii wywołują wiele emocji i pojawia się na ten temat wiele sprzecznych doniesień prasowych, pozwolę sobie zabrać głos w temacie.

Zanim pozwolę sobie porównać, czy warto wchodzić w branżę energetyki wodnej, inwestować w duże lub małe elektrownie, wprowadzę kilka podstawowych informacji.



Skąd zainteresowanie branżą energetyki wodnej i branżą odnawialnej energii w ogóle?

Branżę MEW (małych elektrowni wodnych) wyróżniają przede wszystkim:
1. gwarancja odbioru energii elektrycznej (nie trzeba się martwić o sprzedaż)
2. wsparcie Państwa w postaci dopłat do zielonej energii (tzw. zielone certyfikaty)
3. elektrownia to takie prawie perpetuum mobile - jest bezobsługowa, a może pracować nawet 100 lat, dzięki czemu można ją porównywać z wieczystą rentą
4. mała podaż elektrowni na rynku znacząco podnosi ich cenę przy odsprzedaży


To powyższe cechy powodują, że wielu inwestorów chce "wejść" w tę branże i intensywnie zastanawia się, jak mogą to zrobić. Cześć inwestorów to duzi gracze, fundusze inwestycyjne, instytucje, część to osoby fizyczne, przeciętny Kowalski, który ma odłożonych trochę oszczędności i elektrownia wodna kojarzy mu się (słusznie zresztą) z rentą, która będzie dla niego pracować (w końcu prąd z elektrowni zawsze będzie potrzebny).

Zarówno fundusz inwestycyjny, jak i Kowalski mogą wejść w tę branżę, choć często mają zupełnie inny profil inwestowania.

Podział małych elektrowni wodnych

Przypomnijmy, że małe elektrownie wodne to takie, które mają moc zainstalowaną poniżej 5 MW. Nazwa małe jest tutaj myląca, gdyż elektrownie wodne o mocy powyżej 1 MW (wciąż według tej klasyfikacji małe) to są już budzące podziw i respekt duże obiekty, których roczna produkcja pozwala na zasilenie w energię małych rozmiarów miasteczko, generowany roczny przychód wynosi kilka milionów złotych, a budżet inwestycji to minimum kilkanaście milionów złotych.

Do małych elektrowni wodnych zaliczają się jednak także bardzo nieduże instalacje, których koszt uruchomienia potrafi zamknąć się w kwocie kilkuset tysięcy złotych, a ich moc zainstalowana nie przekracza 20 kW (kilowatów). Ich przychody należy więc szacować jako pięćdziesiąt razy mniejsze niż tych dużych obiektów.

Czym większa inwestycja, tym bardziej opłacalna

Kwestia opłacalności małych inwestycji często mocno dzieli inwestorów i pokazuje ich zupełnie różne oczekiwania. Duże inwestycje bez porównania przynoszą zdecydowanie większe zwroty (i to większe w stosunku do zainwestowanej kwoty!). Zwrot z bardzo małych elektrowni jest zdecydowanie mniejszy. Połączenie sił pozwala na poprawienie zwrotu na zainwestowanym kapitale i to dlatego zdecydowaliśmy się założyć MEW S.A. i inwestować jako grupa inwestorów wiedząc, że będzie to dla nas bardziej opłacalne. Niemniej są inwestorzy, którzy się na takie małe inwestycje samodzielnie decydują. Dlaczego?

Profil inwestora: mam mało środków, ale chciałbym mieć własną elektrownię

Niektórzy inwestorzy dysponują niewielką gotówkę, ale bardzo marzy im się posiadanie własnej elektrowni, takiego perpetum mobile, które będzie samo pracować i produkować gotówkę, a oni nie będą chcieli się nim zajmować. To niestety nie do końca prawda, bo przy bardzo małych inwestycjach (rzędu kilkuset tysięcy złotych) trudno osiągnąć satysfakcjonujące stopy zwrotu (często przekraczające 10, a nawet 15 lat). Dodatkowo, taki proces inwestycyjny nie dzieje się sam, inwestor musi samodzielnie go nadzorować, koordynować i nierzadko spotykać się z lokalną społecznością oraz uzyskiwać aprobatę dla idei inwestycji w elektrownię wodną. Niemniej oprócz chęci inwestycji kieruje takim inwestorem potrzeba poczucia niezależności i posiadania własnego aktywa, jakim jest produkująca prąd elektrownia, dlatego dążą do jej wybudowania, chociażby bardziej opłacalne okazało się włożenie pieniędzy na lokatę.

Profil inwestora: mam mało środków, ale oczekuję wysokiego zwrotu

Mnie osobiście bliższy jest ten profil inwestowania. Polega na poszukiwaniu możliwości wysokiego zysku i nawet jeśli dysponujemy niewielką gotówką to nie wkładamy jej w budowę mikroelektrowni wodnej, która nie daje satysfakcjonującego zwrotu. Prędzej jako wspólnik przyłączamy się do przedsięwzięcia inwestycyjnego budowy większej elektrowni z satysfakcjonującą marżą. Takie podejście ma jeszcze tę zaletę, że wspólnik nie musi osobiście zajmować się inwestycją (co mogłoby stanowić drugi wręcz etat), wystarczy że ma kontrolę, ale całość kłopotów związanych z prowadzeniem inwestycji spada na wydelegowanego spośród wspólników zarządzającego.

Z czego wynika opłacalność większych przedsięwzięć budowy elektrowni wodnych?

Każdy projekt elektrowni wodnej (niezależnie, czy dotyczy to mikroinstalacji, czy bardzo dużego przedsięwzięcia) musi uzyskać podobne zgody administracyjne. Ten proces, kosztujący nierzadko kilkaset tysięcy do miliona złotych, w przypadku dużej inwestycji stanowi kilka procent jej wartości. Dla mikroelektrowni może natomiast stanowić 50% całej inwestycji!

Dodatkowo, dzisiaj praktycznie każda budowana elektrownia musi posiadać przepławkę (obejście dla ryb w rzece, zapewniających im swobodną migrację mimo przeszkody, jaką jest jaz z elektrownią) lub tzw. barierę elektryczną, która kosztuje kilkaset tysięcy złotych. Znowu: dla małej inwestycji stanowi to bardzo znaczący koszt, dla dużej inwestycji jest to relatywnie niewielki ułamek.

Dodatkowo, duża inwestycja to z reguły dużo turbin, a przy dużej liczbie turbin łatwo dobrać optymalne parametry ich pracy, który wykorzystują całą dostępną wodę. W przypadku małych obiektów, gdzie turbina jest jedna (czasami dwie) trudno jest dobrać optymalne parametry pracy i często turbina pracuje z jeszcze mniejszą wydajnością niż wynikałoby to z jej mocy znamionowej. A nieefektywna praca oznacza mniejsza przychody dla jej właściciela.

Koszty operacyjne elektrowni też są stałe, w przypadku większych inwestycji relatywnie bardzo małe. Składają się głównie z wynagrodzeń za dyżury obsługi elektrowni, podatków lokalnych, opłat za internet i wywóz śmieci oraz opłat za korzystanie z liczników operatora sieci dystrybucyjnej. To, co jest małe dla dużej inwestycji (nie przekracza 10% jej przychodów), potrafi wygenerować bardzo duże obciążenie dla najmniejszych instalacji. Jeśli dla przykładu koszt rocznej eksploatacji mikroelektrowni wynosi 30 tys. zł, a roczny przychód z jej produkcji to 50 tys. zł to koszty operacyjne stanowią aż 60% jej przychodu. Dla inwestycji, której przychód wynosi rocznie 4 mln zł, a koszty 100 tys. zł, koszty operacyjne stają się niemalże pomijalne w kalkulacjach.
Trwa ładowanie komentarzy...